Siedzi sobie Antek Gaczek –
Zły jest nieboraczek...
Wczoraj nocą szedł przez wioskę –
Zabrudził kubraczek.

Piękny był i nowy całkiem –
Teraz taki oto,
Bo w ciemnościach razem z Antkiem
Wpadł kubraczek w błoto.


W domu łają. Nie wiem za co.
Księżyc winien przecie !
Chce – to świeci ten ladaco,
Nie chce – to nie świeci.

– W mieście to inaczej nieco ! –
Mówi Antek chłopcom. –
Pstrykniesz czymś tam – i już świecą
Lampy, co nie kopcą.

Mieć by warto do księżyca
Taki pstryczek właśnie !
Pstrykniesz – jasno na ulicach,
Pstrykniesz – księżyc gaśnie.


Myśli Antek o tych pstrykach,
Chodzi wciąż w zadumie.
Co to jest ta elektryka –
Jakoś nie rozumie...

Książkę nawet zdobył w szkole
„O elektryczności”.
Lecz – gdy siądzie z nią przy stole,
Zmrok znów i ciemności...

Spać więc idzie z pierwszym zmrokiem
I złości się we śnie:
Gdyby miał ten pstryk pod bokiem,
Nie spałby tak wcześnie !

Mógłby czytać o tych cudach,
O tej elektryce.
– Czy tez kiedyś mi się uda
Poznać tajemnicę ?...


Aż raz, wiecie – gdzieś w gazecie
Te wyczytał słowa:
„Ele... Co ?... lektrotechniczna
Szkoła Zawodowa”.

Adres był : ulicy nazwa
Oraz numer domu.
Antek to zapisał raz-dwa –
Cichcem... Po kryjomu...

Gdy klas siedem skończył wreszcie –
Rzekł do ojca : – Tato,
Pozwól mi się uczyć w mieście !
– Dobrze ! – Tato na to.

Wyszedł z domu Antek rano,
Słuch zaginął o nim...
Rok... I drugi... Zapomniano
O Gaczku Antonim.


Aż tu kiedyś wieś się budzi,
Hałas, gwar i krzyki:
Przyjechali jacyś ludzie
W sprawie elektryki.

Słupy we wsi ustawili,
Druty przez wieś ciągną,
A lamp samych zawiesili
Ze dwieście okrągło !...


Dzień za dniem bez przerwy goni,
Minął może tydzień...
Widać było jak na dłoni,
Że robota idzie !

Pracowali... Przykręcali...
Aż z wieczornym zmrokiem –
Patrzcie, co się świateł pali
Z latarni i okien !

Wielka radość między ludźmi –
Uciecha wciąż wzrasta :
– Podziękować pięknie pójdźmy
Elektrykom z miasta !


Młodzi oni... Każdy nosi
Zetempowski znaczek.
A tu, proszę, patrz ! Wśród gości
Jest i Antek Gaczek !

– Antek ! – krzyczą. – witaj, bracie !
Przyjechałeś wreszcie.
Gdzieżeś był, obieżyświacie ?!
– W szkole byłem. W mieście.

Żebym mógł dziś z kolegami
Wieś odwiedzić własną,
Żeby we wsi mej nocami
Także było jasno !

O Antku co wioskę porzucił

1953 r.

O Antku co wioskę porzucił

O Antku co wioskę porzucił