Imieniny u Mani. We czwartek.
W czym ja pójdę? Garnitur wytarty.
Trzeba kupić. Kupuję. W konfekcji.
Bardzo ładny. Bez żadnych obiekcji.
Czysta wełna. Tip - top gatuneczek.
Granatowy. W cieniutki paseczek.
Chciałem jasny... Więc byłem w Pedecie,
W Peesesie i - słowem - gdzie chcecie...
Lecz się dziwnie niestety złożyło:
Były takie. A innych nie było!
*
Wizytówka: "Tu Mania!" Więc dzwonię.
Otworzyła. Pcham kwiatki jej w dłonie.
Wita gwar mnie. I aplauz. Najszczerszy!
Panie są już. A z panów - ja pierwszy.
Patrzą - chwalą garnitur nowiutki:
Granatowy. W paseczek. Cieniutki.
Nagle dzwonek. Przychodzi Franeczek.
Granatowy. W cieniutki paseczek!
Potem znów - bombonierka - Romeczek!
Granatowy. W cieniutki paseczek.
A za chwilę - z kryształem - Broneczek!
Granatowy. W cieniutki paseczek!
A na koniec Władeczek, mąż Ludki...
Granatowy! W paseczek! Cieniutki!!!
Panie bledną i mdleją powoli...
Mania w krzyk, że na mecz nie pozwoli!
Wyjaśniamy: Na honor! Na słowo!
Nie jesteśmy drużyną ligową.
Tylko każdy ma nowy garnitur!
Gaudeamus - tentego - igitur!
*
Coraz milej nam z każdą jest chwilą,
Tylko panie co chwila się mylą...
Więc na przykład żoneczka Franeczka
Szepce w uszko mi czułe słóweczka,
Bo mnie bierze... za pana Romeczka!
A p. Ludka, Władeczka małżonka,
Tańczy walca we Frania ramionach,
I choć Frania wciąż bierze za Bronka -
Szepce jemu: "Mój słodki Romeczek,
Granatowy w cieniutki paseczek!..."
To bez skutków - rzecz jasna - nie mija,
Awantura wybucha. I chryja!
Bijatyka! W obronie honoru!
Lecą strzępki! Jednego koloru!
Granatowe w cieniutki paseczek.
Czysta wełna - tip-top gatuneczek!
*
Wiersz ten w celu przestrogi i lekcji
Poświęciłem wytwórniom konfekcji.
1950 r.

Niektórym wytwórniom zabawek
mechanicznych automatycznie
poświęcam...
Wstąpiłem do sklepu. I mówię w tym sklepie,
Że serce ojcowskie się we mnie telepie -
Że tyle jest we mnie tkliwego uczucia,
Iż muszę natychmiast coś kupić dla Gucia!
Pojęła me słowa panienka przy ladzie
I misiów piętnaście na ladzie już kładzie...
- To takie, co skaczą! - panienka zachęca
I misia za misiem nakrętką nakręca.
Panienka nakręca - ja stoję i patrzę:
Zabawka ma skakać -
Zabawka nie skacze!
- To może by autko? - spytała i prędko
Pięć aut po kolei nakręca nakrętką.
Panienka nakręca - spoglądam więc z boku:
Zabawka ma jechać -
Zabawka ni kroku!
To może by lalkę? - spytała przemyślnie. -
Laleczkę, co płacze, gdy ją się pociśnie...
Panienka pociska - ja słucham, ja patrzę:
Zabawka ma płakać -
Zabawka nie płacze!
Nie płacze...
- To dziwne!
- Błąd jakiś azali?
Spojrzeliśmy na się zdumieni i chmurni,
Bo my byśmy przecież bez przerwy płakali,

Gdyby nas w takiej zrobiono wytwórni!

Tak to bywa normalnie,
tak wygląda to co dzień:
Zanim czwarta wybije,
ja już jestem w gospodzie,
Zanim znajdę krzesełko,
już się dramat zaczyna.
Zanim kelner się zjawi,
mija lekko godzina.
Zanim kartę mi poda,
też się kwadrans uzbiera,
Zanim z karty wybiorę,
dawno nie ma kelnera!
Zanim kelner powróci,
w kiszkach tirli-bum-hopsa,
Zanim klopsa zamówię,
w kuchni nie ma już klopsa.
Zanim zmienię na flaczki,
kelner zmienia na zrazy,
Zanim poda mi zrazy,
mdleję z wdziękiem pięć razy.
Zanim wody przyniosą
i przywrócą mi życie,
Ktoś mi zraza jeść zacznie
tudzież gwizdnie nakrycie...
Zanim nowe podadzą,
już wystyga mój zraz,
Zanim zraz mi zaszkodzi -
na kolację już czas!
I na nowo się wszystko
regularnie zaczyna:
Zanim kelner się zjawi,
mija lekko godzina.
Zanim z karty wybiorę,
znowu nie ma kelnera,
Zanim tamto - to owo
i te de, et cetera...
I tak w kółko. Bez końca -
bo wciąż nic się nie zmienia...
Jak w tym wierszu: jest wierszyk,
ale brak zakończenia.

Mnie czekać kazano.
Spojrzałem nieśmiało.
Prócz mnie już sto innych
Tu osób czekało...
A każda z nich w ręku
Dzierżyła numerek,
Na każdym numerku
Cyferek był szereg.
Im wyższy numerek,
Tym więcej cyferek,
A mój był niestety
Najwyższy numerek!
Nie było gdzie usiąść,
Stanąłem w przeciągu.
I stałem cierpliwie
Iks godzin okrągło,
Tłumacząc przeróżnym
Ciekawym osobom,
Że ja tu - przepraszam -
Z wątrobą!...
Z wątrobą...
Z śledzioną.
Z nerkami.
Z ischiasem.
Z żołądkiem.
l z sercem...
(Bo pika mi czasem.)
Z gardziołkiem.
(Bo boli.)
Z kolanem.
(Bo strzyka.)
Z migreną.
(Dokucza.)
Z przewodem.
(Zatyka.)
Mówiłem. Czas mijał...
Mówiłem. Czas leciał...
(Dziewiąta... Dwunasta...
Już druga! Już trzecia!)
Wtem przerwał mi moje
Bolesne wywody
Siedzący pod oknem
Pan jakiś niemłody,
Z siwizną na skroniach
Widoczną z daleka.
Dłoń podniósł do góry
I krzyknął:
- Wystarczy!
Nim swojej kolejki
Pan się tu doczeka,
Do chorób tych dojdzie
I uwiąd też s t a r c z y!
Zdziwiony rzuciłem
Więc wzrok na mężczyznę...
Ów palcem na skroniach
Swych wskazał siwiznę
I dodał żałośnie:
- Bo rzec panu muszę,
Że ja tu wciąż czekam
Z dziecięcym kokluszem!

Telefon budzi mnie raniutko...
- Kto mówi? - pytam.
- Tu redakcja!
Prosimy o fraszkę. Króciutką.
- Niestety:
In - wen - ta - ry - za - cja!
Telefon znów. O innej porze.
Ach, któż dobija się tu!...
- Wierszyk? ...Nie mogę, Redaktorze.
Z powodu re - ma - nen - tu!
Lecz głos w słuchawce klnie soczyście:
- Do diabła! Żart na stronę!
Czy ma pan fraszki?
Mam, oczywiście.
Ale... nie wy - ce - nio - ne!
*
Ot - czasem człowiek tak pomarzy
Lub zwidzi mu się nocą w śnie,
Że został punktem sprzedaży
MHD...

Żyło sobie stadło składne,
Stadło dobre, zgodne stadło:
Ciemny Typek z Czupiradłem,
Z Ciemnym Typkiem - Czupiradło...
Miłość ich złączyła nagła,
Miłość ich złączyła szybka:
Typ był w typie Czupiradła -
Czupiradło w typie Typka.
Dnia pewnego coś napadło -
Coś napadło Czupiradło,
Więc na Typka jak nie huknie:
"Typku, spraw mi wreszcie suknię,
Taką, żeby Huba zbladła,
Żeby Dziuba z krzesła spadła,
Żeby Dziunię febra nagła...
I z zazdrości żeby Lala
Pojechała do szpitala!..."
Na te słowa Czupiradła
Typek zaklął: "Tam do diabła!"
Potem z domku się wyśliznął,
Gdzieś coś grejfnął, świsnął, gwizdnął,
Gdzieś podpylił sumkę krągłą;
Tutaj nabrał - tam naciągnął,
Wreszcie rzucił forsy huk
Czupiradłu do jej nóg.
Stąd to dzisiaj z Czupiradła -
Stąd to dzisiaj mamy z niej
Czupiradło wystrojone
Tak wytworne, że aż hej...
A więc proszę - suknia z kloszem,
Klosz w pepitkę, karczek w groszek,
I turniura, i gipiura,
Wcięty środek, luźna góra,
Środek w kropki, góra w kwiatki,
Karczek z rypsu, ryps w zakładki,
I baskinka z krepdeszynki,
Krynolinka wokół szynki,
Aksamitka wokół główki,
Niżej główki lekkie bufki,
W bufkach szlufki, szlufki w kratę,
Wstawki w kwiaty, kwiat z krepsatę,
Przodzik w dżety, dżety z tafty,
Tafta w cętki, cętki w hafty,
Hafty w kółko, kółko w ściegi,
Ściegi w dekolt, dekolt w piegi,
Nad dekoltem pysk okrągły,
Czółko w pryszcze, nosek w wągry,
A pod noskiem buzia w ciup,
Kto ją ujrzy - trrrup!

Jest mecz - i publika.
A w owej publice
Są straszne kibicki
I straszni kibice.
Usiadłem samotny.
Spojrzałem z obawą:
Na lewo kibicka,
A kibic na prawo.
Zadrżałem. Zbielałem.
Przebiegło mnie mrowie.
Pojąłem od razu:
Kibice - wrogowie!
Na przykład kibicka
Się (z lewej!) zachwyca -
To (z prawej) krew nagła
Zalewa kibica!
Gdy kibic radosny -
Kibicka w głos gwiżdże,
Gdy klaszcze kibicka -
To kibic znów pysk drze!
A ja między nimi...
To przykrość. Szalona!
Bo on ma butelkę!
A torbę ma ona!
Gdy jednej drużynie
Przyklasnę więc ździebłko,
Kibicka się na mnie
Zamierza torebką!
Natomiast gdy drugiej
Zaczynam bić brawo,
Butelkę podnosi
Ów kibic na prawo.
Gdy jednak zamilknę
(Przez wzgląd na tę flaszkę!),
Znów ona spojrzenie
Przesyła mi straszne!
Więc myślę: niedobrze!
I klaszczę na nowo...
Wtem - co to? Butelka!
Bliziuchno! Nad głową!!!
Przepraszam. Chcę przerwać...
Lecz spóźniam się ździebłko,
Bom dostał już flaszką!
Jak również torebką!
Otwieram oczęta
I dziwię się szczerze.
Bielutko. Czyściutko...
Dlaczego ja leżę?
Po prawej jest lekarz.
Po lewej - lekarka.
A między obojgiem
Dość ostra pogwarka.
A o czym?
O m e c z u!
Przechodzi mnie mrowie...
Pojmuję: kibice!
Kibice - wrogowie!
A ja między nimi.
To przykrość. Szalona!
Bo on ma strzykawkę!
A lancet ma ona!
Co robić?... Zemdlałem...
Rozkosznie... Przyjemnie...
Możecie się kłócić.
Beze mnie!

Chodzę, dumam - sam się dziwię:
Skąd ja mam ten dar właściwie?
Przyznam się tu wam intymnie,
Że Pyffello szczeniak przy mnie,
Szkolnik - zero!
Pitia - mucha!
Kto nie wierzy - niech posłucha:
Jestem w kinie... lub w teatrze.
Gong. Początek. Ja - nic. Patrzę...
Ekran. Postać - na ekranie...
Ja już wiem, co z nią się stanie!
Zanim akcja się rozpocznie -
Mogę służyć za wyrocznię.
Bohatera ujrzę postać -
Wiem już, kto to!
Na co go stać,
Jaki czeka dziś go los tu.
Wszystko widzę!
Jak?... Po prostu:
Aktor piękny. Tudzież męski.
Tors szeroki. Długie rzęski.
Wzrok szlachetny. Buziak cacy.
Ruchy dziarskie. Gra - jak noga.
Kto to? Wiem:
Przodownik pracy!
Plan?
Przekroczy!
Skończy?...
Wroga!
Albo ona: wdzięczna, młoda...
Rysy - mądre. Wzrok - pogoda.
Kibić - wiotka. Słodkie lica.
Ruchy wręcz wytwornie hoże!
Kto to? Wiem:
To przodownica!
W kim zakocha się?
W traktorze!
Albo taki: brzuch za dwóch!
Podejrzany każdy ruch.
Pryszcz na nosie. Wągry tamże.
Kto to?
Kułak!
Skończy?...
W mamrze!
Wszystko wiem już... Wszystko! Z góry.
Siedzę smutny i ponury.
Bo się zgadza...
Więc się nudzę,
Zanim jeszcze zaczną drudzy!
Nie rozumiem... wciąż się dziwię,
Skąd ja mam ten dar właściwie?
Że zgaduję nieomylnie
Losy osób...
(W polskim filmie),
Że jak z nut bym śpiewać mógł
Przyszłość ludzi...
(Z naszych sztuk!)
Co to jest? Usłyszę rad ja!
Kto wyjaśni mi bez bujd?
Chiromancja? Telepatia?
Czy nieziemski jakiś fluid?
Toćbym chyba jasnowidztwem
Cały świat zadziwić mógł,
Gdyby -
Zamiast Sztuka z życia -
Życie chciało czerpać z sztuk!

...Na samym wstępie chciałbym dowieść,
Że to doprawdy świetna powieść...
Już z samej treści jej wynika
Jej aktualna tematyka!...
Więc znajdujemy w niej problemy
Te, które właśnie znaleźć chcemy!
Problemy żywe! Tudzież bliskie!
Niestety.
Szkoda,
Że - n i e w s z y s t k i e!
Bo gdzież się podział poniektóry -
Na przykład problem: "Tępmy szczury!"
Ponadto (a to sprawa gorsza)
Nie upowszechnia autor dorsza!
I przez formalistyczny narów
Przemilcza problem "mlecznych barów".
A wprost już w głowie się nie mieści,
Że (prócz powyższych mankamentów)
Bohaterowie tej powieści
Nie upłynniają remanentów!...
Co gorsza - wytknąć musi się tu
(Ujmując problem w szerszej skali),
Że - brak w powieści remanentów,
Które by oni upłynniali!...
Jasno z przykładów więc wynika,
Że nie zgłębiona tematyka
I że się autor - proszę gości -
P r z e ś l i z n ą ł p o r z e c z y w i s t o ś c i!...
*
No? ...Nie przyznacie mi, Rodacy,
Że krytyk byłby ze mnie cacy?..
(Ale nie będę!
Są już tacy.)

Bardzo to lubię - bardzo się cieszę,
Kiedy dostaję świąteczne depesze.
Takie depesze otwieram tkliwie,
A otworzywszy - tkliwie się dziwię...
Bo niby skądże i w sposób jaki
Poczta tę pewność zdobywa i ma.
Że MARIAN ZALCUKI
I MARCIN ZACLUKI,
I MRRRRAIN ZUCLAKI -
To ja?
Podziw widnieje na mym obliczu...
A kiedy czytam, czego mi życzą -
Uśmiech zakwita jak kwiat!
Pierwszy mi życzy: WSZY SKTEIGO DBRRREGO!
Drugi mi życzy: WZSYSTKIEOG MALPSZEGO!
A trzeci: WSZOLYCH SWIAT...
Jestem wzruszony - uśmiecham się błogo...
- Od kogóż te miłe czułości?
Od kogo?!
Czytam z kolei więc wszystkie podpisy:
Pierwszy - COICIA.
(Wiem: Ciocia z Nysy!)
Drugi - AUTOXI.
(Wiem: Antoś z Gniezna!)
Trzeci - BRXTXRRBMMMBXXXXU? ...
Ciekawe - nie znam.
Więc nieznajome-ż nawet persony
Uprzejme słowa z oddali mi ślą!...
Jestem doprawdy do głębi wzruszony
I radość - i duma rozpiera pierś mą!
Takie uczucia zawdzięcza się poczcie,
Dlatego jestem z serca jej rad
I - proszę - nigdy na pocztę nie psioczcie!
Lepiej jej życzcie: WSZOLYCH SWIAT!

Kiedy godzina zmroku bliska,
Chyłkiem wymykam się na strych
I szperam w swoich papierzyskach...
A w nich:
Tu do niczego nie przypięta -
Żałośnie załamując dłonie -
Pęta się jakaś tam puęta...
(A co mi po niej?)
Tam jakiś pomysł znów do wiersza...
(Nienadzwyczajny. Ale ujdzie.)
Tu poematu zwrotka pierwsza...
(Jakoś mi nie szło. I nie pójdzie.)
A tutaj jeden rym w zapasie,
"Burżuj - gum wór żuj" - taki rym...
(Zda mi się na co? Czy nie zda się?
Eee, czort z nim!)
Posłałem rym Szpalskiemu. W liście.
(Rym natchnął go - i fraszkę stworzył.)
Zwrotkę Kern zabrał. Osobiście.
(I już ma wiersz - bo coś dołożył.)
Puętę sobie wziął Zechenter...
(Przypiął do czegoś tę puętę!)
Pomysł do wiersza zaś - rzecz prosta -
Brzeziński Bogdan w darze dostał.
(Męczył się z nim przez cały dzień,
Ale wyciągnął wreszcie zeń:
Wierszy i fraszek sto czterdzieści,
Cztery nowele, dwie powieści,
Komedię, farsę i tragedię
Oraz encyklopedię!)
A ja?
A ja mam spokój święty
(Że - upłynniłem remanenty)
Tudzież nadzieję, że z mych wzorów
Skorzysta który z dyrektorów!

Chce się dochrapać stanowiska - Ambicje ma po papie -
Cóż robi więc, by się dochrapać? Chrapie!

Że wypił a n g i e l k ę
Na S a s k i e j Kęp i e
Już jako A n g l o s a s
Przedstawił się klempie.

(z czeskiego)
W cieniu samotnej pomarańczy rzekł do Francuza marokańczyk:
-Wolności od was jeno żądamy!... A Francuz na to:
-Sami nie mamy!

Rzeczywistość nowa! Nowe wokół wszystko!
Świat wkracza na tory inne, niepojęte...
Jakież wobec tego zająć stanowisko,
Gdy już... wszystkie lepsze zajęte!?

Na ordynację klnie ponuro... ! A rzecz polega na tym,
Że pragnie ordynacji, którą Miał będąc ordynatem.

Trafił Jan do baru, choć łaźni Jan szukał
Więc się nie wykąpał, a tylko -się spłukał!

Świerszcz raz pragnienie
Miał jedno jedyne:
Chciał sobie zrobić
"Świr-świr" za kominem...
A tutaj, do cholery –
Same kaloryfery!

Na bruku nogę zwichnął człek...
Spojrzał na bruk i z dumą rzekł:
- Ho, ho – piętnasty wiek!

Umówiłem się na schadzkę...
Z pewną młodą osobą.
Gdy przyszła, powiedziała kapryśnie:
– Zapomniałeś wziąć księżyc ze sobą!...
Odrzekłem:
– He, he... Umyślnie!

Że masz lód zamiast serca
I żeś zimna jak głaz -
Nic nie szkodzi, najdroższa...
Na ten upał - w sam raz!

Przejażdżki wierszem

1954 r.

Wiersze satyrycze

Imieniny u Mani

W krainie zabawek

Gastronomiczna udręka

Przygoda w poczekalni

Sen satyryka

Czupiradło

Zbawca

Straszni kibice

Pyffello i ja

Recenzja z powieści

Depesze z życzeniami

Mój jubileusz

Moje remanenty

Przyleciał gołąb

Pomnik Lincolna

Dwa mity

Nóżki na stół

Sucha zaprawa

Obraza osobista

Moje spotkanie z Nowym Rokiem

Elektryfikacja

Malkontent na Trasie W-Z

Bikiniarz

Dni Krakowa

Niedobra miłość

Pianie w planie

Wiosenna jesień

Kolorowe ołówki

Ballada o dwudziestu palcach

Tajemnicze metamorfozy

Tabakiera i nos

Starzy znajomi

Po wakacjach

Dobry numer

Bezstronne pochwały

Korespondent Struś

Bubek

Spacerkiem po niebie

Cztery afisze

Wiersz w ramach

Wiosenny wiersz

Tragedia teatromana

Marzenie pozytywnego bohatera

Gdzieś na szczeblu

Fraszki

Biurokrata

Snob od siedmiu boleści

Szczera odpowiedź

Kłopoty koniunkturalisty

Przeciwnik ordynacji wyborczej

Fatalna pomyłka

Nagrobek alkoholika

Świerszcz i cywilizacja

Na krakowskim bruku

Historia liryczna

Westchnienie kanikularne

Wolne przekłady

Ballada o stole

Jego cenne zdanie

Ślizgawka

Przy pół czarnej

Byk i koza

Kierownicze stanowisko

Dobroduszny słoń

Szafa

Słoń w ogrodzie

Lis kombinator

Lew i mucha