Czy to na Śląsku,
Czy w Krakowie,
W ogonku
Czy w dziewiczym lesie -
Bez przerwy mam
Tę stopę w głowie
I czekam,
Kiedy się podniesie...
Bo ja nie jestem byle zrzędą.
Nie!...
Mam już miejsce w pularesie
Na te pieniądze,
Co tam będą,
Kiedy mi stopa się podniesie.
I kocham...
Kocham dziewczę młode -
Lecz czekam
(Chociaż serce rwie się!)...
Za to na pewno ją uwiodę,
Kiedy jej stopa się podniesie!
To nic,
Że czuję troszkę źle się,
A na Krynicę
Nie wystarczy...
Kiedy mi stopa się podniesie -
Podleczę sobie...
Uwiąd starczy.
Tyś mi
Najbardziej ukochaną,
Przebudzenia chwilo wzniosła,
Kiedy to sprawdzam
W każde rano,
Czy mi już troszkę się podniosła!
Pełen niepokojących przeczuć
Węszę, czy forsy nie czuć...
Nie czuć.
Lecz słyszę
Pisk najoczywistszy...
Więc serce drży mi,
Wzdycham: "Oby!..."
I nasłuchuję, co to aż piszczy...
Może dobrobyt?!
Nie...
To był tylko dzwonek w drzwiach.
Więc znów przeczucia
Przez grzbiet płyną:
Może ni stąd, ni zowąd (ach!)
Mój szofer
Z moją limuzyną?!...
Wzruszony wołam przeto:
"Proszę!"
Sąsiad.
Pożyczył mi kalosze.
Trudno.
Poczekam.
Odrobinę.
W gazetę nóżki swe owinę.
Najszybciej bowiem
(Jak to wiecie)
Stopa podnosi się
W gazecie!