Każdy ma swe ideały...
I ja mam - skromny i mały:
Jednorodzinny domek.
Jednorodzinny potomek.
Żona... Też być powinna.
Nieduża. Jednorodzinna.
Ogródek. Bez. Konwalijka...
Skromniutko, proszę ja was...
I pięciorodzinna pensyjka.
Dla jednej
Rodzinki
W sam raz.
Sam domek dziś - moi złoci -
Taniocha!
Może być bowiem:
Z żużlu.
Z odpadków.
Z trocin.
I z tego, czego nie powiem...
Z wikliny jeszcze oszczędniej...
Zabawa zaś znakomita:
Jesienią domek ci więdnie -
Wiosną domek zakwita...
Tyle - że boże krówki
Trzymają się w prześcieradłach.
Więc trzeba domku pilnować,
Żeby go która nie zjadła...
Lecz ja mam pomysł , co płynie
Z mej poetyckiej natury:
Czy mógłbym dom mej rodzinie
Zbudować z... makulatury?
Czemuż wiklina i łoza
Słowo w tym względzie ubiegła?
Nie gorsza poezja i proza,
I zawsze
Co cegła - to cegła!
Mieszkałbym tam kulturalnie,
Bobym zbudował - widzicie:
Z "Trybuny Ludu" - bawialnię...
Sypialnię - z "Kobiety i Życie".
Okap, co smętnie zwisa,
Z Obywateli Brandysa...
A z Putramenta fundament,
Bo twarda sztuka
Putrament!
Z dachem trudniejsza już sprawa,
Lecz też znalazłem - Eureka:
Dach - z "Rudeho Prawa".
Tam nic nie przecieka.
Na dachu parę ozdóbek,
Wreszcie szpikulec na czubek –
Albowiem chciałbym, Ojczyzno,
By dumnie się pięła do góry
Budowla socrealizmu -
Mój - Pałac Makulatury!