Ja się was nie boję -
Nie lękam,
Dygnitarze!
Ważniaki!
Kacyki!
Albowiem tę oręż mam w rękach
Oddolnej samokrytyki!
Jam dzielny,
Odważny,
Jak Hektor -
Już w szkole zdobywca Trój!
Niestraszny
Mi żaden
Dyrektor!
No, chyba że mój...
Choć wczoraj
W porywie śmiałym,
Gdym widział,
Jak wsiada do Forda -
To wiecie, co pomyślałem?
D z i e r ż y m o r d a!
Nawet nie odezwał się na to...
Bo cóż - prawda,
Że przełożony?
Przełożony jest też demokratą!
Powiedziałem tak wczoraj.
Do żony.
A żona jak żona:
"Oj, oj!
Ty nie bądź taki gieroj!"
Zaklina, błaga, rozpacza...
Cóż zrobię?
Dusza kozacza!
Poszedłem do dentysty...
Idiota.
Znów mi ruszają się mostki.
Powiedziałem:
"To ma być robota?
To jest kult jednostki!"
A żona znowu:
"Oj, oj!...
(Wiadomo - jak to kobita.)
Ty nie bądź taki gieroj!
Może on gazet nie czyta..."
Zaklina, błaga, rozpacza -
Normalnie, zwyczajem żon...
A we mnie
Dusza kozacza!
Cichy Don...
Idę Plantami -
Wśród drzew...
Odwaga wciąż we mnie wzbiera.
Tu sobie mruknę: "Psiakrew!"
Tam sobie mruknę: "Cholera!"
Może nie wolno mi?!
Wolno!
Każdy mi teraz to przyzna,
Bo mam
Tę oręż oddolną
I wreszcie
Ze mnie
Mężczyzna!
Tylko żona znowu:
"Oj, oj!...
Gieroj..."
1956 r.