Wyniosłem walizy -
I przeliczyłem wszystkie me dewizy:
"Módl się i pracuj!"
"Polsce wiernie służ!"
Trochę franków.
Złote serce.
I już.
Potem w miasto ruszyłem nieśmiało,
przestrogi pomny wciąż tej,
że Polska dewiz ma mało!
A Polak ma jeszcze mniej...
A tu sklepy ogromne
kuszą, żebyś wszedł:
jakiś "Au printemps",
jakaś "Lafayette" -
gdzie widzisz,
jak na stołach, witrynach i ladach
ten ich kapitalizm
całkiem się rozkłada!
Tu to, tam - tamto,
aż się serce telepie,
gdy sobie wyobrazić
manko w takim sklepie.
A paryżanie mili
byli dla mnie ogromnie.
Mona Liza w Luwrze
uśmiechała się do mnie -
chociaż dla Francuzów
smutna była era:
rządu właśnie nie mieli...
I nie mieli premiera!
Frank im spadał gwałtownie,
a ja drżałem pobladły,
żeby mi moje
przypadkiem nie spadły!...
O względy więc dbając
międzynarodowe -
do każdego kelnera
trzymałem przemowę:
że dziejowe nas więzy
połączyły na amen.
U nas był Henryk Walezy!
U was był Jerzy Putrament!
Że Polska i Francja
to dwoje przyjaciół,
więc go bardzo proszę,
żeby mnie nie naciął!
A z oczu kelnera
rozpacz biła szczera,
bo on rządu nie miał..
I nie miał premiera!
Lecz gdy oranżadę
wlewał mi do szklanki -
czułem, jak się leją
moje własne franki...
Aż on spytał widząc
mój tragiczny profil:
- Franków panu żal?
- Tak... Bo ja -frankofil!
I tak wszędzie za mną
kroczył już ten żal:
od Pól Elizejskich
do placu Pigalle -
tam,:gdzie kuszą dziewczęta,
a człowiek się gryzie,
bo co spojrzy na cizię -
to już po dewizie!
Lecz gdy jedna rzekła,
że mi serce da,
- Se-si-bą! - powiedziałem.
Que sera - sera!
Musiałem...
Bo z jej oczu
rozpacz biła szczera:
ani rządu - biedactwo!
Ani nawet premiera!
Na odchodnym rzuciła
uśmiech Mony Lizy
i ja znowuż musiałem
przeliczyć dewizy...
Przeliczyłem dokładnie,
a tam tylko już:
"Módl się i pracuj!"
"Polsce wiernie służ!"
Nie było z czym zostać...
Więc wzruszony ogromnie
Wersal jeszcze zwiedziłem...
(Chyba widać po mnie?!)
Wreszcie po tym Wersalu
odjechałem...
Bez żalu!
Bo cóż mi tam Paryż, neony,
światła et cetera -
kiedy ja już bym nie mógł
tak żyć
bez premiera!

1957 r.