O tym że ciągle jest wśród nas...

Stefania Grodzieńska

Marian Załucki był niezwykłą postacią. Nie da się oddzielić jego twórczości od osobowości. Wielbiłam Mariana tak jak wszyscy. Myślę, że nie miał wrogów, miał tylko zwolenników, chociaż to jest dziwne, bo przy tej potędze talentu, jaki on miał, jest prawie niemożliwe, żeby nie mieć wrogów, przeciwników, ludzi nie bardzo zadowolonych. Taki cud się zdarzył. Najwspanialsi nasi poeci i autorzy – każdy miał tych, którzy go podziwiali, i tych którzy mówili: "No tak, dobrze... owszem..." dotyczyło Mariana. Marian był jedyny w swoim rodzaju. Trudno mi to teraz opisać, dlatego, że na tej płycie usłyszą go ludzie, którzy w większości nie zdążyli delektować się nim, radować się, być pod jego urokiem. I szkoda – bardzo im współczuję. Cieszę się, że jestem stara, dlatego, ze miałam okazję dużo razy oglądać Mariana, rozmawiać z nim, ale głownie widzę go jako postać estradową, bo jego utwory – w jego wykonaniu – to było coś zupełnie wyjątkowego. Swoje uczucia do satyryków wyrażam tak: kocham albo nienawidzę. I jeszcze jest jedno uczucie: podziwiam. Osoby, którymi się zachwycam dzielę na takie, które się podziwia i takie, które się kocha. Marian należał do takich których się kochało, do tych, z którymi chciałoby się zawrzeć znajomość osobistą. Na estradzie skromny, nie efekciarski.

Jego występ nie polegała tym, że opowiedział kilka dowcipów i sam się z nich zaśmiewał. Jego występ nie polegał na tym, że miał jakiś piękny głos, że miał jakąś oszałamiającą powierzchowność. Nie. Wydawałoby się, że jest ot jakiś znakomity aktor, który wymyślił właśnie taką postać: świetnego intelektualnie, czasem nawet trudnego satyryka, poetę. I sam ją wspaniale zagrał. Jego wiersze były też wykonywane przez świetnych aktorów, ale to już nie było to, czym był występ Mariana Załuckiego, zdawałoby się troszkę zawstydzonego swoją rolą... Taki był w życiu, taki był w sztuce. Tylko smutno mi kończyć słowem "był". Dla mnie dalej jest, myślę, że też dla wszystkich Państwa.

Z okazji wydania płyty z wierszami Mariana Załuckiego
2003 rok